Pojechał do sanatorium, stracił nogę. "Doktor złożył wyjaśnienie"
- Najbardziej to mam pretensje do szpitala. Były tam zmieniane opatrunki, ale było przekłamanie - mówił pan Dariusz, który pojechał do sanatorium w Busku-Zdroju na rehabilitację kręgosłupa, a kilka tygodni później stracił nogę. - (...) pan doktor złożył wyjaśnienie (...) Dlaczego ja mam tego lekarza pozbawiać pracy? - usłyszeli w szpitalu dziennikarze. Materiał "Interwencji".

Biuro Rzecznika Praw Pacjenta zakończyło postępowanie w sprawie pobytu Dariusza Sierańskiego w uzdrowisku, a potem szpitalu w Busku-Zdroju. Po pobycie w tych placówkach panu Dariuszowi amputowano nogę. Tę historię dziennikarze "Interwencji" pokazywali w styczniu.
Wszystko zaczęło się w grudniu w sanatorium w Busku-Zdroju, gdzie pan Dariusz pojechał na rehabilitację kręgosłupa. Po zabiegach poczuł się źle. Miał gorączkę i bolała go noga. Trafił do szpitala na oddział geriatryczny. Na nodze zrobiły się bąble, a potem otwarte rany. Mimo to szpital wypisał go do domu.
- Najbardziej to mam pretensje do szpitala. Były tam zmieniane opatrunki, ale było przekłamanie. Nie goiło się, a oni twierdzili, że się goi. Rany były coraz czarniejsze. Taki chodzik był, to z wielkim bólem, dosłownie wyłem z bólu, żeby się dostać do łazienki. Trzeba było chirurga zawołać, dwa razy zamawiano go i nie przyszedł ani razu - opowiadał dziennikarzom "Interwencji" Dariusz Sierański.
ZOBACZ: Miliony na drogę, wywłaszczenia i działka wójta w tle. Awantura w Jeżowie Sudeckim
Rzecznik Praw Pacjenta stwierdził naruszenie praw pana Dariusza podczas jego pobytu w Zespole Opieki Zdrowotnej w Busku-Zdroju. Dziennikarze "Interwencji" poprosili szpital o oficjalną rozmowę przed kamerą, ale dyrektor placówki nie wyraziła takiej woli. Doszło do krótkiej wymiany zdań.
- Już przygotowuję oświadczenie, nie będę udzielała informacji. Pani uważa, że konsekwencje ponosi tylko i wyłącznie szpital? Rosmowy zostały przeprowadzone, pan doktor złożył wyjaśnienie, zostały wdrożone i przeprowadzone szkolenia z zakresu praw pacjenta. Dlaczego ja mam tego lekarza pozbawiać pracy? - usłyszeli w szpitalu w Busku-Zdroju.
Dramat pana Dariusza. Pojechał na rehabilitację kręgosłupa, stracił nogę
To fragment rozmowy pana Dariusza z lekarzem Oddziału Geriatrii Szpitala w Busko-Zdroju zarejestrowanej, gdy mężczyzna był pacjentem szpitala.
Pan Dariusz: Czyli co, odmawia mi pan przewózki do Warszawy?
Lekarz: Pan może jechać, tylko pan będzie płacił za to, a chodzić pan może, bo nie ma pan nogi złamanej, nie ma nic złego tutaj.
Pan Dariusz: Nie, ale boli.
Lekarz: Ma prawo boleć.
Pan Dariusz: Jak mam iść, jak mnie boli?
Lekarz: Ale to nie boli od chodzenia.
ZOBACZ: Wielkopolska. Pożar dystrybutora na paliwo. W pobliżu 20 tys. litrów oleju napędowego
- Najbardziej bulwersujące jest to, że pacjent został wypisany z tego podmiotu z ropiejącą raną, z otwartą raną, tak naprawdę z dysfunkcją ruchu. Pacjent nie mógł się poruszać, w związku z czym podmiot zobowiązany był do tego, żeby zapewnić transport sanitarny - skomentowała Urszula Rygowska-Nastulak z Biura Rzecznika Praw Pacjenta.
Tymczasem w dyrekcji szpitala dziennikarze "Interwencji" usłyszeli, że panu Dariuszowi "transport bezpłatny się nie należał".
- Pan nie miał stopnia niepełnosprawności, nie musiał jechać na leżąco. Pacjent dostał propozycję transportu z 40 procentami odpłatności. Nikt temu pacjentowi nie odmówił transportu - tłumaczono.
ZOBACZ: Przeczesali setki hektarów lasu. Nowe informacje ws. pożaru w Puszczy Solskiej
- Dokumentacja jest tak nieczytelna, że musieliśmy się domyślać, co jest napisane, a i tak ciężko nam było wysnuć odpowiednie wnioski, co z pacjentem konkretnie się działo i jakie świadczenia były mu udzielane bądź nieudzielane - skomentowała Urszula Rygowska-Nastulak.
Pan Dariusz został wypisany ze szpitala z ropiejącą nogą. Placówka komentuje
Od tragicznych w skutkach wydarzeń minęły cztery miesiące, ale okazuje się, że prawnik szpitala nadal nie zna sprawy pana Dariusza:
- Przed kamerą państwo nie wystąpicie?
- To nie jest jedyny szpital, który jest w takiej sytuacji, że pacjent coś zarzuca szpitalowi, natomiast z naszej strony nie możemy tego komentować.
- Ale pan Dariusz Sierański o swojej chorobie opowiedział całej Polsce, publicznie.
- To jest bardzo istotne, co pani powiedziała, zrobił się pewnie szum medialny, my nie śledzimy tego, nie wiemy, co pacjent powiedział...
- A może powinniście państwo obejrzeć reportaż?
- Nie jesteśmy od oglądania reportaży.
- Panie mecenasie, pan naprawdę to mówi, że pan nie jest do oglądania reportaży?
- A dlaczego mam oglądać, jest jakiś obowiązek oglądania?
- Nie, dotyczy to po prostu pana szpitala, w którym jest pan zatrudniony za publiczne pieniądze…
- Ale nie rozmawiajmy w ten sposób, ja nie oglądam telewizji...
- Pan Sierański był państwa pacjentem.
- Wie pani, jeżeli dojdzie do jakiegoś sporu, ale oby nie...
- To wtedy pan obejrzy, dobrze. Czy są jakieś konsekwencje wobec oddziału, czy tam poza tym, że pouczono, przeprowadzono szkolenia, czy tam coś się zmieniło?
- Myślę, że tak. Sam fakt tego zdarzenia na pewno wstrząsnął personelem, na pewno. Z pewnością będą bardziej sprawdzać, może trzeba było zrobić konsultacje jeszcze jakieś inne w przypadku pana. Pan był trudnym pacjentem, naprawdę trudnym.
ZOBACZ: Samoloty i skoczkowie nad domami. Konflikt wokół lotniska
- Są i tacy.
- I taka rana, to już była niestety dostatecznie... Nie powinnam tego mówić, ale dostatecznie zaniedbana. Jeszcze decydować się na sanatorium...
- On nie przyjechał z taką raną.
Lekarz nawet nie obejrzał pana Dariusza. Pacjent stracił nogę
Biuro Rzecznika Praw Pacjenta negatywnie oceniło postępowanie lekarza POZ, który podczas jedynej wizyty nie obejrzał nawet ran na nodze chorego i nie wystawił zleceń na opiekę pielęgniarki. Naruszenie praw pacjenta stwierdzono także w uzdrowisku, gdzie miał być rehabilitowany pan Dariusz.
- W przypadku uzdrowiska Busko-Zdrój dokumentacja była prowadzona tak, że tak naprawdę ciężko było stwierdzić, co tak naprawdę się działo,. Jednak najbardziej bulwersujące było to, że pacjent został zapisany na zabiegi bez tak naprawdę analizy ryzyka. Brak tej analizy ryzyka, której nie przeprowadzono i nieodpowiednio zakwalifikowano pacjenta na te zabiegi, spowodowała, że doszło właśnie do tej strasznej sytuacji, gdzie pacjent w konsekwencji trafił do szpitala w Busku-Zdroju - przekazała dziennikarzom "Interwencji" Urszula Rygowska-Nastulak z Biura Rzecznika Praw Pacjenta.
- Pacjenta tak naprawdę kieruje i ocenia Narodowy Fundusz Zdrowia. Konsultant go przysyła. Pacjent był zbadany przez lekarza, a zabiegi zlecono zgodnie z procedurami medycznymi. Z dokumentacji i z tych schorzeń, co pacjent miał, nie wynika, żeby zabiegi zostały zlecone źle - poinformował Artur Durda, dyrektor ds. lecznictwa Uzdrowiska Busko-Zdrój.
Podkreślił że pacjent "oceniany był pod względem zdrowotnym przez lekarza specjalistę, który ma duże doświadczenie", a kiedy podczas badania pielęgniarskiego zostały stwierdzone zmiany na nodze, pacjent został odesłany do szpitala. - Nie było w tym momencie żadnych zmian pęcherzowych na nodze - dodał.
- Darek ma świadomość tego, że ma miażdżycę, że ma inne choroby, on tak myśli, że wizyta w Busku w sanatorium przyspieszyła jeszcze bardziej postępowanie choroby - skomentowała w rozmowie z dziennikarzami "Interwencji" Marzena Cegiełka, znajoma mężczyzny.
WIDEO: "Widzę, jak ludzie się cieszą". Minister zdrowia komentuje zmiany w systemie
Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
akr
/ polsatnews.pl
Czytaj więcej
AMPUTACJABUSKO-ZDRÓJINTERWENCJALECZENIELEKARZENOGAPOLSKAPROGRAMY POLSAT NEWSSANATORIUMSZPITALZDROWIE
PRZEJDŹ DO WRZUTNI
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?
Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!
Dostępne w Google PlayPobierz z App StorePobierz z HUAWEI AppGallery