Ataki padaczki i problemy z mówieniem. Lekarze nie potrafią rozpoznać choroby
Joanna i Piotr Ruchlewiczowie wychowują trzy córki. Dwie z nich cierpią na tajemniczą, niezdiagnozowaną chorobę, której specjaliści nie potrafią rozpoznać od lat. Dziewczynki mają ataki padaczki, problemy z mówieniem i poruszaniem się, wymagają stałej opieki oraz kosztownej rehabilitacji. Rodzina walczy nie tylko o zdrowie córek, ale też o godne warunki życia. Materiał "Interwencji".

Pani Joanna z panem Piotrem są małżeństwem od trzynastu lat. Mieszkają w Grajewie w województwie podlaskim. Oboje mieli wiele planów i marzeń. Jednak z dnia na dzień o marzeniach musieli zapomnieć.
Małżeństwo ma trzy córki: 11-letnią Weronikę, 10-letnią Dominikę i 5-letnią Gabrysię. Dwie dziewczynki - najstarsza i najmłodsza - są niepełnosprawne.
- Chcielibyśmy, by dzieci były zdrowe, ale to jest niemożliwe - przyznaje Joanna Ruchlewicz.
Tajemnicza choroba córek
Choć ciąża i poród przebiegały bez powikłań, Weronika i Gabrysia nie rozwijały się prawidłowo. Dziewczynki nie są samodzielne. Dostają częstych ataków padaczki, mają problemy z poruszaniem się i mówieniem. Niestety żaden lekarz w Polsce nie wie, na co dziewczynki chorują.
- Dla mnie słowa lekarzy brzmiały jak wyroki. Stanęliśmy w martwym punkcie. Weroniką zainteresowali się nawet naukowcy z Wrocławia, którzy stwierdzili, że to przypadek nietypowy, powtórzyli badania genetyczne i jest cisza… Nie wiadomo, co to jest - opowiada Piotr Ruchlewicz.
ZOBACZ: Zapadł wyrok. „Interwencja” pomogła rozwiązać śledztwo
- Bez diagnozy nie ma jak leczyć. Weronika na razie nie przyjmuje żadnych leków. Gdybyśmy mieli jakąkolwiek diagnozę, to byśmy wiedzieli, np. czy jakby Dominika chciała mieć w przyszłości dzieci, czy nie będzie miała ich chorych - dodaje Joanna Ruchlewicz.
Walka o życie dzieci. Ojciec został ratownikiem
Kiedy Weronika straciła przytomność, dla rodziców czekanie na karetkę było koszmarem i walką o życie dziecka. Ojciec dziewczynek postanowił więc zostać ratownikiem medycznym, by pomagać swoim chorym dzieciom i innym potrzebującym pomocy.
- Patrzyłem na własne dziecko, jak drży, jak strasznie się meczy i czułem jakby mi ktoś serce kroił na plasterki - wspomina pan Piotr.
ZOBACZ: "Interwencja". Mieszkanie wypełnił śmieciami. Sam śpi w aucie
- On pomaga nie tylko swojej rodzinie, ale i wszystkim. Na co dzień służy innym ludziom w każdym momencie, mimo że ma wiele swoich obowiązków i wiele swoich spraw - dodaje Agnieszka Karwowska, znajoma rodziny.
Koszty utrzymania, leczenia, rehabilitacji i dowożenia do specjalistycznej szkoły to prawie 10 tysięcy złotych miesięcznie.
Rodzice potrzebują wsparcia
- Nie ma możliwości dowożenia ich przez specjalistyczny bus, bo szkoła jest w innym województwie. Z samochodem dla niepełnosprawnych też jest problem, próbowaliśmy go uzyskać, ale jest bardzo dużo osób potrzebujących - przyznaje Joanna Ruchlewicz.
- Jesteśmy razem, ale te edukacyjne treści to poboczna rzecz. Tyko rodzice wiedzą, z jakim ciężarem się mierzą. Muszą mieć bardzo dużo siły i to jest najważniejsze. A by tę siłę mieli, to potrzebują wsparcia ludzi obok - podkreśla Monika Wojsław, wychowawczyni Weroniki ze Szkoły Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Misjonarek w Ełku.
Pan Piotr podejmuje kilka prac. Pani Joanna, by opiekować się dziećmi, musiała porzucić pracę nauczyciela i pasję gry na skrzypcach. Wraca do niej, ale tylko po to, by dorobić.
- Pieniędzy ciągle brakuje. Środki, które dostaję na dzieci niepełnosprawne, to nie są duże kwoty, biorąc pod uwagę leczenie, a także leki i rehabilitację. Tyle jest tego w ciągu dnia, w ciągu tygodnia, że jednej osobie jest ciężko - mówi pani Joanna.
Problem mieszkaniowy
Rodzina mieszka w dwóch pokojach. Nie ma tam warunków do życia z dwojgiem chorych, niepełnosprawnych dzieci. Mają strych, chcieli go przystosować do rehabilitacji córek. Ale na taki wydatek - prawie 200 tys. zł - rodziny nie stać.
ZOBACZ: "Interwencja". Oferuje meble i znika z zaliczkami. Tropem stolarza Pawła P.
- Nie ma praktycznie żadnej pomocy, są za to podatki, nowe opłaty, podwyższone opłaty za paliwo, ogrzewanie. Z każdej strony człowiek czuje się jak orzech w dziadku do orzechów. Nie ma wyjścia, tu trzeba walczyć, by spiąć budżet - podsumowuje Piotr Ruchlewicz.
Cały materiał "Interwencji" możesz zobaczyć TUTAJ.
WIDEO: Wyjątkowy gest na antenie Polsat News. Politycy KO i PiS zgodni jak nigdy
Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
jk
/ polsatnews.pl
/ "Interwencja"
Czytaj więcej
CHOROBADZIECIINTERWENCJALEKARZEPOLSKA
PRZEJDŹ DO WRZUTNI
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?
Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!
Dostępne w Google PlayPobierz z App StorePobierz z HUAWEI AppGalleryСхожі новини
Came to US with $950: Indian-origin gas station owner becomes first Indian-American elected to this Texas city council
Quote of the day by Queen Elizabeth: “Over the years, those who have seemed to me to be the most happy, contented and fulfilled have always been the people who have lived the most outgoing and unselfish lives.”
13-match wait, Rs 18 crore Pathirana gets injured after bowling 8 balls