Andrzej Poczobut chce wrócić na Białoruś. "Moja sprawa się wyróżnia"
- Mój powrót na Białoruś wzmocni przekaz polskiej mniejszości, doda ludziom otuchy - powiedział Andrzej Poczobut w specjalnym wydaniu "Politycznego WF-u z gościem". W jego ocenie nie jest przesądzone, że ponownie zostanie wówczas zatrzymany, bo jego sytuacja jest inna niż "innych więźniów politycznych". Opowiadał też o relacjach z dziećmi i żoną po ponad pięciu latach w kolonii karnej Łukaszenki.

Andrzej Poczobut to dziennikarz, publicysta, działacz opozycyjny polskiej mniejszości na Białorusi, który od lat relacjonował sytuację w tym kraju i krytykował reżim Alaksandra Łukaszenki. Był za to wielokrotnie zatrzymywany i aresztowany.
Ostatni raz miało to miejsce w 2021 r. Na wyrok dziennikarz czekał do 2023 r., skazano go wówczas na osiem lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Trafił do zakładu w Nowopołocku. 28 kwietnia Poczobut odzyskał wolność w ramach wymiany więźniów.
Andrzej Poczobut i "cios w tłuszcze". Kulisy kolonii karnej na Białorusi
W rozmowie z Piotrem Witwickim publicysta wspominał m.in. o tym, jak został poddany "kuracji, którą w gwarze, administracji więziennej" nazywa się w "ciosem w tłuszcze".
- Takim ograniczeniom poddawany jest więzień, który, według tej administracji, nie poddaje się resocjalizacji. Pozbawia się go paczek żywnościowych z domu, możliwości kupowania w sklepie więziennym, dostaje on tylko więzienne jedzenie. To jest coś, co sprawia, że człowiek jest cały czas głodny - opowiadał.
Inną represją było umieszczenie go w systemie celnym, a nie barakowym, w jakim wyroki odbywała pozostała część więźniów. - Wówczas cały czas przebywał się w celi. Opuszcza się ją jedynie na 15 minut w ciągu dnia. Wychodzi na "spacer", czyli do innej celi, tylko bez dachu - relacjonował Andrzej Poczobut.
ZOBACZ: Gajewska o następcy Tuska. "Przywództwo trzeba sobie wyszarpać"
Nawiązał też do słynnych zdjęć z ogłoszenia wyroku, "kiedy patrzył reżimowi w twarz".
- Oni chcieli, by wyglądało to inaczej. Mieliście zobaczyć, jak stoję na rozkaz administracji przodem do ściany, jakby chowam swoją twarz, a dookoła mnie jest tłum mediów. Tak zazwyczaj to wygląda podczas procesów politycznych na Białorusi. Dostałem wówczas rozkaz, by tak stanąć. Kiedy jednak usłyszałem, że wchodzą media, to zrozumiałem, o co chodzi. Natychmiast odwróciłem się - wspominał.
Dodał, że nie miał wówczas iluzji co do tego, że zostanie skazany. Spodziewał się jednak najwyższej z możliwych kar, czyli 12 lat pozbawienia wolności.
- Kiedy prokurator zażądała 10 lat, pomyślałem, że to mało. Zrozumiałem, iż jest on po prostu figurantem, a decyzje zostały podjęte na górze. Byłem przygotowany na znacznie surowszy wymiar kary - zaznaczył.
Leonid Shcheglov/BelTA/AP
Wspominając pierwsze spotkanie z dziećmi i żoną po opuszczeniu kolonii karnej, przyznał, że "zabrano mu coś, czego nikt już nie zwróci".
- W 2021 roku syn miał mniej więcej 1,4 m wzrostu, a dzisiaj jest wyższy ode mnie. Dużo straciłem. Cena, którą zapłaciła moja rodzina też jest duża. Próbujemy z żoną na nowo nauczyć się żyć razem - przyznał Poczobut.
ZOBACZ: Zajączkowska-Hernik bez partyjnej legitymacji. Wymowne słowa o Mentzenie
Dodał, że właśnie przez to, jak wyglądał jego pobyt w kolonii karnej, łatwiej odnaleźć mu się na wolności, bo "każdemu może spojrzeć w oczy".
- Widziałem ludzi, którzy całkiem dobrze żyli w warunkach obozu. Wyglądali na nieźle odżywionych, na pewno nie stracili tyle zdrowia co ja. Ale jeżeli spojrzeć im w oczy, to patrzy z nich zbity pies - dodał.
Andrzej Poczobut: Na Białorusi panuje dziś strach
Odnosząc się do reżimu Alaksandra Łukaszenki i sytuacji polskiej mniejszości na Białorusi, stwierdził że przetrwała onaczasy Stalina, więc jest w stanie przetrwać i obecne.
- Bez wątpienia dzisiaj na Białorusi panuje strach. Ludzie nie są gotowi podzielić się swoimi przemyśleniami na tematy polityczne i to nie jest normalne. Sedno sprawy jest jednak takie, że sytuacja się zmienia. Jak pokazuje historia, nie ma nic trwałego. Świat się zmienia, Białoruś będzie się zmieniała i będą się zmieniały nastroje społeczne - podkreślił Poczobut.
WIDEO: Andrzej Poczobut w programie "Polityczny WF z gościem"
Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
Gość programu odniósł się też do planów powrotu na Białoruś, które wywołały mieszane reakcje w Polsce.
- Dla polskiej strony nie było żadną tajemnicą moje stanowisko, że nie chcę wyjeżdżać z Białorusi. Gdyby chodziło tylko o możliwość wyjazdu, to taką dostałem już w 2021 roku - stwierdził Andrzej Poczobut. Dla niego istotna jest jednak możliwość powrotu do Grodna.
"Jest bardzo dużo rzeczy, które wyróżniają moją sprawę od innych"
- Ludzie patrzą na tę historię przez pryzmat mojego osobistego losu, a ja proponuję spojrzeć na to przez pryzmat organizacji, którą reprezentuję, czyli Związku Polaków na Białorusi, przez pryzmat mniejszości polskiej. Dzisiaj jest ona pozbawiona swojego głosu, jego nie słychać tu w Polsce. Jestem święcie przekonany, że moja obecność na Białorusi wzmocni ten przekaz, doda tym ludziom otuchy - argumentował.
- Ale pan skazuje się znów na więzienie - zauważył Witwicki.
- Tego nie wiemy. Ja zostałem ułaskawiony przez Alaksandra Łukaszenkę, choć o łaskę nie prosiłem, a winy nie uznałem. Czyli to już jest nienormalna sytuacja. W odróżnieniu od reszty więźniów politycznych, którzy zostali wywiezieni z kraju, wręczono mi paszport - odparł Poczobut.
ZOBACZ: "Nie żałuję". Hołownia o spotkaniu u Bielana
Dodał, że usłyszał też zapewnienia od przedstawiciela białoruskiej administracji, że w każdej chwili będzie mógł wrócić do kraju. O taką możliwość dopytywał również podczas odczytywania mu rozporządzenia Łukaszenki o ułaskawieniu.
- Białoruski urzędnik powiedział wówczas, że gwarantem tego jest nazwisko jednego z negocjatorów amerykańskich, przedstawiciela Departamentu Stanu, który prowadził pertraktacje w sprawie wymiany więźniów. Ta osoba była też na granicy przy wymianie. Także jest bardzo dużo rzeczy, które wyróżniają moją sprawę od innych - argumentował.
Podkreślił przy tym, że stronie białoruskiej zależy na odwilży w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, Unią Europejską i Polską.
O swoim powrocie rozmawiał już z rodziną.
- Oni rozumieją mnie, że tyle lat włożyłem w Związek Polaków, w mniejszość polską. Rozumieją, że nie można po prostu nagle zejść z drogi, którą się szło przez tyle lat, w którą włożyło się tyle wysiłku. Nie można stwierdzić, że mnie to nie obchodzi, radźcie sobie teraz sami, mam życie osobiste i tym się będę zajmował - podsumował.
WIDEO: "Może wybierać sobie skarpetki". Minister dosadnie o decyzji prezydenta
Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo...
ml
/ polsatnews.pl
Czytaj więcej
ALAKSAND ŁUKASZENKAANDRZEJ POCZOBUTBIAŁORUŚKOLONIA KARNAMNIEJSZOŚĆ POLSKAPIOTR WITWICKIPOLITYCZNY WF Z GOŚCIEMPOLSAT NEWSPOLSKAREPRESJEWIĘŹNIOWIE POLITYCZNIWOLNOŚĆ SŁOWA
PRZEJDŹ DO WRZUTNI
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?
Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!
Dostępne w Google PlayPobierz z App StorePobierz z HUAWEI AppGalleryСхожі новини
Indian man Parminderpal Singh arrested by ICE in US, may face deportation
Who was Kamran Aman? Delivery driver stabbed to death in racist attack by teenagers
Meghan Markle now 'breadwinner' of the Sussex household? What report claims